Jump to content
Sign in to follow this  
terazalbonigdy

Dziennik leczenia przewlekłej boreliozy

Recommended Posts

Siema siema

Będę tutaj notował co robię, co biorę i jak się czuję.

Tydzień temu odpaliłem pierwsze zioła i witaminy.

Jestem chory od dłuższego czasu.

Traktuję ten dziennik jako osobisty notatnik. Kartkę czy zeszyt szybko zgubię, tego nie.

Nigdy wcześniej się nie leczyłem.

Piszę dla siebie dlatego nie będę owijał tego w piękne słowa czyli krótko i konkretnie.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzisiaj od rana niby w miarę dobre samopoczucie jak na mnie a potem masakra, rozdygotanie, pobudzenie nerwowe i jednocześnie senność i osłabienie, ale gdy się kładę to serce jakby chciało mi wyskoczyć ? Przez to dzień praktycznie bezproduktywny mimo że cały dzień próbuję coś zrobić ? Rozkojarzenie takie że pisząc to w połowie zdania zapominam co chciałem napisać.

I teraz mogę jedynie gdybać czy to:

  1. efekt choroby
  2. efekt stosowania ziół i wybijania bakterii (herx)
  3. czy może "coś mnie łapie" innego, na przykład grypa
  4. albo wszystko razem czyli choroba + herx + coś mnie łapie dodatkowo 

No i w sumie nie dowiem się także jedyne co mi pozostaje to działać na własną rękę.

Dobra, napiszę co biorę aktualnie. Część rzeczy stosuję pod lyme jako formę leczenia a część typowo pod objawy żeby je zniwelować i móc jakoś funkcjonować:

  1. Krople nasercowe
  2. Nalewka z głogu (Buhner rozszerzony)
  3. Mentat (mix ziół)
  4. Różeniec górski (Buhner rozszerzony)
  5. Boraks
  6. Slow mag b6 (kupiłem bo wszyscy polecają a takiego gówna w składzie dawno nie widziałem, chyba z 5 różnych wypełniaczy i przeciwzbrylaczy, dlatego więcej nie kupię)
  7. Glukonian cynku + glukonian miedzi (robiłem badanie włosa dlatego biorę)
  8. Olejek CBD
  9. Rdest japoński (Buhner podstawowy)
  10. Andrografis (Buhner podstawowy)
  11. Vilcacora (Buhner podstawowy)
  12. Gou Teng nalewka (Buhner podstawowy na neuroboreliozę)
  13. Houttuynia (Buhner na bartonellę) - mam książkowe objawy Bartonelli z pręgami na plecach łącznie
  14. Liv52 (mix ziół)
  15. Witamina D3 w kroplach 2 tys jednostek - biorę całą pipetę raz dziennie.
  16. Acetylocysteina (czyli czysta forma leku ACC, biorę gdy gorzej mi się oddycha)

No i powiem szczerze że dopiero tworząc tą listę uświadomiłem sobie ile ja rzeczy biorę ? ? ? 

Od jutra dorzucam jeszcze Chlorellę i Spirulinę ale pierw o nich trochę poczytam.

Ktoś gdzieś pisał żeby brać "sorbenty" podczas leczenia bo inaczej jest męczarnia i o tym też muszę poczytać.

Stosuję jeszcze sport żeby dotlenić organizm i wypocić toksyny, faktycznie to mi bardzo pomaga ale dzisiaj objawy nasilone do tego stopnia, że nie dałem rady.

Edited by terazalbonigdy

Share this post


Link to post
Share on other sites

Od jakiegoś czasu mam zaburzenia pracy serca i nie wiem czym to spowodowane, trochę mnie to martwi bo zwykle miałem "tylko" szybkie bicie także ładuję głóg i krople nasercowe, mam nadzieję że to przejdzie. I zamawiam na dniach Stefanię z protokołu rozszerzonego, która jest niby typowo na serce i zobaczymy. Nigdy tak wcześniej nie miałem. Mam kilka teorii, że to albo przez boreliozę lub bartonellę, albo przez to, że długi czas paliłem, albo wszystko na raz bo też trzeba brać to pod uwagę. Dlatego karierę palacza zakończyłem ale jestem tak na siebie wkurwiony, że tyle lat paliłem, że nie da się tego opisać. Chciałbym pouprawiać sport żeby lepiej się poczuć ale przez to serducho tak jakby trochę się boję, czuję jednocześnie osłabienie i niepokój. No ale trzeba myśleć bo nie chcę czekać aż sam problem się rozwiąże, czyli objawy miną bo może miną a może nie. A jestem skazany tylko na siebie. Jeszcze do tego te pojebane czasy kowidowe, straszenie w mediach, a gdy ktoś faktycznie jest chory to każą mu leżeć i zbijać gorączke i czekać albo na wyzdrowienie, czyli aż organizm sam zwalczy albo na śmierć - czy tak powinna wyglądać służba zdrowia w walce z wirusem który sparaliżował cały kraj? Nie słyszałem, żeby lekarze polecali przy srowidzie jakieś zioła na wzmocnienie układy odpornościowego, ale w TV co pajac to mądrzejszy. Pozamykać wszystko ale czasem nie leczcie się bo może jeszcze wyzdrowiejecie i co wtedy??? Tym żałosnym akcentem kończę dzisiejszy wpis i przepraszam za przekleństwa ale to jest idealne odzwierciedlenie tego co czuję jak oglądam ten wszechobecny syf. Jak się sam o siebie nie zatroszczysz to giniesz jak pies i tyle, a cwaniaczki liczą kasę.

Edycja wpisu:

Właśnie czytam na stronie Buhnera, gdzie poleca on post, dlatego rozważam 3 dniowy post, ale jeszcze muszę to przemyśleć.

Edited by terazalbonigdy

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z postem nie ruszyłem ale na 100% chcę go przetestować bo mówi o nim wiele źródeł także COŚ na bank jest na rzeczy.

Dzisiaj nie najgorzej, tzn objawy te co zwykle ale nie jestem przez nie unieruchomiony i mogę działać, przynajmniej w jakimś stopniu. Ostatnie dni to wsłuchiwanie się w serce i niemożność oraz brak chęci do codziennych działań. Nie brałem dzisiaj różeńca górskiego i guarany aby nie pobudzać serce i dało to poprawę. Przez jakiś czas zamierzam nie brać pobudzaczy bo wygląda na to, że źle na mnie ostatnio działają. A przecież nie o to chodzi - biorę je żeby zwiększyć produktywność i motywację do życia a efekt jest odwrotny.

Ale głowa mnie muli i oczy pieką jak szalone, nie wiem czy to nie efekt wybijania bartonelli, a pierwszy raz w życiu biorę Houttuynię.

Dodatkowo ostatnio zero ruchu i to na pewno też nie pomaga także od jutra spacery do lasu a jak dam radę - domowe treningi siłowe.

Tyle na dziś, 30 wyświetleń mojego dziennika, jest grubo. Ale jak mówiłem, piszę to dla siebie.

Edycja: zapomniałem wspomnieć, że dzisiaj wleciał jeszcze wywar z Vilcacory. Piszę o wszystkim bo potem będę analizował co jak na mnie wpływa. 

Edited by terazalbonigdy

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzisiaj mała przerwa od większości ziół, bo jest teoria, że przeciążam organizm, dlatego objawy mi się tak zwiększają. W sensie być może to herx. Albo po prostu organizm walczy i tak reaguje.

Na gardle wczoraj zacząłem czuć dyskomfort, do tego lekki ból, także wleciał olejek z oregano. Po prostu nie chcę żeby coś mnie rozłożyło. Zauważyłem, że olejek dodatkowo odblokowuje mi w jakimś stopniu zatoki i zaczęły płuca mi się oczyszczać, tzn. wypluwam od czasu do czasu brązową flegmę, co według mnie jest efektem palenia w przeszłości. Normalnie na codzień nic nie wypluwam, dopiero gdy zacznę brać jakieś zioła, które pobudzają górne drogi oddechowe, i to nie ma znaczenia jak się czuję, czy dobrze (a tak czasem się zdarza), czy bardzo źle. Dlatego uważam, że to zawalone płuca po paleniu. Także chcę uderzyć w jakiś protokół regeneracji płuc, jeśli coś takiego istnieje, a jak nie istnieje to sam coś wymyślę.

Generalnie to nie mogę powiedzieć, że czuję się dziś źle - jest stabilnie. Są objawy ale pozwalają realizować obowiązki dnia codziennego.

Jedyne co zauważyłem - energia mi spada bardzo szybko. Także drzemki w dzień to ostatnio rutyna.

Zielona herbata dodatkowo w zaparzaczu i można coś robić.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzisiaj powrót do kuracji w pełnej okazałości z wyjątkiem pobudzaczy czyli różeńca górskiego i guarany. Samopoczucie nienajgorsze, serce już nie męczy i jest to ewidentnie od momentu gdy odstawiłem pobudzacze. Także dzięki notowaniu odniosłem pierwszy mały sukces bo wiem co mi szkodzi, dlatego przynajmniej na jakiś czas idzie w odstawkę. Bo tak szczerze to jestem trochę zdziwiony - wcześniej aż tak guarana z różeńcem na mnie nie działała. Ale może one weszły w synergię z innymi substancjami i dlatego takie działanie. A trochę tego biorę.

Aktualnie w ciągu dnia spożywam jedynie mocny napar z zielonej herbaty, on trochę pobudza a trochę relaksuje przez zawartość l-teaniny, a przede wszystkim dobrze koncentruje i motywuje do działania. Ale też nie jest tak, że układ sercowo naczyniowy mi nie doskwiera w ogóle - gdy się budzę to nawet nie próbuję dalej zasnąć bo się nie da, czuć cały czas puls który po prostu nie daje zazsnąć chocbym chciał.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ostatnie dni to ograniczenie ziół żeby organizm odpoczął. Nie mogłem się oprzeć stosowaniu pobudzaczy (guarana, różeniec) i mimo, że pisałem w ostatnim wpisie, że robię przerwę, to już w środę guarana była grana. Ale problemów z sercem nie było, tzn mam takie permenentne pobudzenie układu sercowego i rzeczy z nim związanych ale nie było tych przesadzonych skutków ubocznych co miałem ostatnio. No i ostatnie 2 dni były całkiem OK, natomiast ostatnia noc to dramat, nie wiem, może przesadziłem w dzień z guaraną. A dzisiejszy dzień to tak jakbym wrócił z Woodstocku po tygodniu picia. Koncentracja nie istnieje i czuję takie jakby rozbicie, podenerwowanie itp.

Dziś wracam do stosowania ziół na konkretnie. Czyli Buhner podstawowy 3x dziennie + pare ziół z rozszerzonego typu nalewka z głogu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

W ciągu ostatnich dni pojawił się 1-dniowy kryzys który praktycznie wyeliminował mnie tego dnia z funkcjonowania, w którym odezwały się mocno zatok i niesamowity ból głowy, który nie minął nawet po tabletce przeciwbólowej, których generalnie unikam jak ognia i biorę tylko kiedy NAPRAWDĘ muszę. Także wleciał sinupret + płukanie zatok solą fizjologiczną i problem minął. Trochę szok, że tak łatwo problem minął.

A co do serca to już stosuję normalnie gruaranę i różeniec i nie ma najmniejszego problemu. Ale to chyba ważne dlatego o tym napiszę - przez ostatnie kilka miesięcy praktycznie nie spożywałem jajek. Ostatnio trafiłem na wywiad ze Stanisławem Szczepaniakiem, w którym mówił, że to jedyne pożywienie, które posiada 20 aminokwasów, oraz na film z Adolfem Kudlińskim, który opowiada o tradycyjnych metodach leczenia i także mówił o jajkach w kontekście leczenia objawów miażdżycowych i problemów z sercem - aby stosować 5 jajek dziennie. I tak też robię i dawno nie czułem takiej poprawy w samopoczuciu jak ostatnie 2 dni, a jajka spożywam może od tygodnia. 

Dodatkowo pojawiła się soplówka jeżowata z rana na pobudzenie myślenia (ona chyba też jest w Buhnerze o ile dobrze kojarzę).

Wracam powoli do stosowania ziół w pełnym zakresie, czyli ta lista z pierwszego postu.

Edited by terazalbonigdy

Share this post


Link to post
Share on other sites

Aktualizacja: coraz bardziej dochodzę do tego i przekonuję się, że chyba mam herxy, tzn. gdy zaczynam brać dużą ilość ziół to często zaczynam mieć różne dziwne stany, jakich nigdy wcześniej nie miałem - objawy jakby grypowe, osłabienie itp, mija maksymalnie doba i wszystko wraca do normy. Albo czuję się w mojej ocenie bardzo dobrze, a za godzinę coś mnie nagle łamie, takie ze skrajności w skrajność. No i przez to nie szaleję z ziołami, szczególności z podstawowym Buhnerem (adrografis, vilcacora, rdest). Ale generalnie jest nienajgorzej, można powiedzieć nawet, że dobrze bo nie jestem wyeliminowany z życia codziennego i mogę w miarę normalnie funkcjonować. Ale sam już widzę, że muszę się pilnować - chwila rozluźnienia i objawy szybko wracaja. Także reasumując - stosuję zioła, ale nie ładuję ich non stop wszystkich na raz, czasem robię przerwy, obserwuję organizm, wyciągam wnioski. Tyle na dziś.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Szczerze to dzisiaj sobie przypomniałem o tym dzienniku. Nic nie wrzucam bo czuję się lepiej i trochę się wkręciłem w robienie codziennych spraw. Szczerze to dawno się tak dobrze nie czułem. Nie wiem czego to zasługa konkretnie ale prawdopodobnie wszystkiego po trochu. Trzymam się tego co ustaliłem i tyle. Ogólnie mówiąc to mocno dbam o organizm pod każdym kątem. Ostatnio dostałem paczkę ciastek, takich typowych marketowych, to wylądowały w śmietniku. Tyle na dziś :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

×
×
  • Create New...